Sądeckie.pl

Lubisz być na bieżąco z tym co sie dzieje na Sadecczyznie?

Zapisz Nasz Serwis w zakładkach i miej pewność stałego dostępu do rzetelnych informacji z Sądecczyzny.

Mieszkańcy Mszany Dolnej zdecydują w sierpniowym referendum o losie wójta i rady

Spór który od wielu miesięcy paraliżuje współpracę pomiędzy wójtem a większością rady gminy Mszana Dolna, wkracza w decydującą fazę. O jego zakończeniu przesadzą mieszkańcy, podczas referendum planowanego na drugą połowę wakacji.

Mieszkańcy Mszany Dolnej zdecydują w sierpniowym referendum o losie wójta i rady
Mieszkańcy Mszany Dolnej zdecydują w sierpniowym referendum o losie wójta i rady.

Skąd wziął się ten konflikt

Spór nie zaczął się wczoraj, choć ostatnia sesja rady gminy dodała mu nowy rozdział bo radni po raz drugi z rzędu nie udzielili wójtowi wotum zaufania. To jednak kolejny etap napięcia, które trwa od miesięcy.

Jak wynika z dokumentacji Komisarza Wyborczego w Nowym Sączu,7 kwietnia 2026 roku wpłynęło formalne powiadomienie o zamiarze wystąpienia z inicjatywą referendum gminnego w sprawie odwołania rady gminy Mszana Dolna przed upływem kadencji.

Jak relacjonuje radna Agnieszka Zawadzka, za tą inicjatywą stoją osoby związane z otoczeniem wójta, w tym jego żona oraz małżonkowie urzędników zatrudnionych w gminnym urzędzie. Komitet wtedy zebrał wymagane podpisy, zbierając około 1500 wobec wymaganych 1345.

W odpowiedzi rada gminy, dysponując większością trzech piątych głosów (9 z 15 radnych), skorzystała z artykułu 28b ustawy o samorządzie gminnym, który pozwala zainicjować referendum w sprawie wójta z przyczyn innych niż brak absolutorium czy wotum zaufania.

Decyzja która ma chronić budżet gminy

To właśnie tutaj radni podkreślają motyw, który stawiają w centrum swojej argumentacji, troskę o pieniądze mieszkańców. Jak wyjaśnia radna, rada i tak miałaby podstawę do działania po ostatniej sesji, ponieważ wszystko wskazywało na to, że wójt nie otrzyma wotum zaufania drugi rok z rzędu. Mimo to radni zdecydowali się przyspieszyć własną procedurę, by oba referenda odbyły się jednego dnia, a nie w dwóch osobnych terminach.

Powód jest konkretny i wymierny. Jedno referendum w gminie kosztuje około 100 tysięcy złotych. Gdyby najpierw odbyło się referendum w sprawie rady, a miesiąc czy dwa później kolejne, w sprawie wójta, gmina musiałaby wydać z budżetu drugie 100 tysięcy złotych.

W sumie oznaczałoby to wydatek rzędu około 200 tysięcy złotych z pieniędzy mieszkańców na dwa odrębne głosowania w niedługim odstępie czasu.

Połączenie obu referendów w jednym terminie pozwala tego kosztu uniknąć, nawet jeśli oznacza to organizację głosowania w wakacyjny, niesprzyjający frekwencji weekend a progi ważności różnią się dla obu głosowań.

W przypadku rady gminy do urn musi pójść 4340 osób, czyli 32,59 procent uprawnionych z ostatnich wyborów. W przypadku wójta próg jest niższy: 3921 osób, 29,35 procent.

Mechanizm prawny, który radni zaakceptowali na własne ryzyko

W tle pojawia się jeszcze jeden, mniej oczywisty zapis prawny, który dobrze ilustruje, jak daleko radni byli gotowi pójść w imię rozwiązania sporu. Jeśli referendum w sprawie wójta okaże się ważne frekwencyjnie, a mieszkańcy zdecydują się go nie odwoływać, rada gminy zostanie rozwiązana automatycznie, niezależnie od jej własnych intencji.

Innymi słowy, radni zgodzili się na mechanizm, w którym mogą stracić mandaty niezależnie od tego, czy to właśnie ich dotychczasowe referendum w sprawie rady okaże się skuteczne, czy nie. Wystarczy, że wójt "przetrwa" głosowanie w swojej sprawie, a rada i tak przestanie istnieć w obecnym składzie.

Radna Zawadzka przyznaje, że radni byli świadomi tego ryzyka od początku i mimo to zdecydowali się na taki tryb postępowania. Jak podkreśla, ważniejsze od własnej pozycji w radzie było dla nich uniknięcie podwójnego kosztu dla budżetu gminy i jednoczesne, szybkie rozstrzygnięcie sporu przez mieszkańców.

Pytana o szanse wójta w referendum, radna zachowuje ostrożność w przewidywaniach, podkreślając, że ostateczny głos należy do mieszkańców.

"To mieszkańcy zdecydują, czy chcą, żeby wójt nadal sprawował tę funkcję. Widzimy duże niezadowolenie w różnych środowiskach gminy, ale wynik referendum zawsze jest niewiadomą" - mówi Zawadzka.

Dopuszcza też scenariusz, w którym mieszkańcy zdecydują się odwołać obie strony konfliktu jednocześnie, co oznaczałoby koniec kadencji również dla niej i jej kolegów z rady.

Dwa spojrzenia na ten sam spór

Strona radnych przedstawia spór jako efekt różnicy w stylu zarządzania gminą. Radna wskazuje, że według niej decyzje w gminie bywały podejmowane bez szerszych konsultacji z radą, co rodziło napięcia przy wdrażaniu niektórych pomysłów.

Wskazuje też na rozbieżność między wcześniejszymi deklaracjami wójta, który zapowiadał, że komitet referendalny będzie wnioskował o odwołanie również jego samego, a finalnym kształtem wniosku ograniczonym tylko do rady.

"Zauważamy pewną niekonsekwencję między tym, co było wcześniej deklarowane, a tym, co się ostatecznie wydarzyło" ocenia radna.

Warto podkreślić, że są to oceny przedstawione z perspektywy jednej ze stron konfliktu. Stanowisko wójta w tej sprawie wciąż nie jest znane.

Obie strony deklarują chęć udziału mieszkańców

Niezależnie od podziałów, zarówno radni, jak i sam wójt publicznie deklarowali, że będą zachęcać mieszkańców do udziału w referendum.

"U nas jest pełna zgoda. My będziemy zachęcać do udziału w referendum" zapewnia Zawadzka, dodając, że taką samą deklarację składał wcześniej również wójt na jednej z sesji rady gminy.

Głos wójta wciąż nieznany

Zwróciliśmy się również ( w ubiegły piątek ) do wójta Mirosława Cichorza z prośbą o odpowiedź na kilka pytań. Jednak do momentu publikacji artykułu nie udzielił on odpowiedzi. Jego stanowisko zostanie dołączone do tekstu, gdy tylko się pojawi.

Zobacz Również

Komentarze


Zaloguj sie aby komentować